Gasnący czar morskich latarni…

Sytuacja taka, jak ta z latarnią morską w Darłówku, zasłanianą coraz bardziej przez agresywną deweloperkę, sprowadzającą zabytki (nie tylko zresztą latarnię – problem jest dużo szerszy o dotyczy wielu miejsc, m.in. Torunia) do roli niepotrzebnych starych gratów powoduje we mnie uczucie złości, przeradzającej się we frustrację, a dalej w melancholię, która zastępuje – niestety – chęć do walki. Bo jak tu kopać się z koniem?…

Melancholia i miłość do latarni morskich po raz kolejny już skierowały mnie do mojego magicznego kuferka z latarnianymi pamiątkami. Tym razem mój wzrok przyciągnął stary artykuł – zamieszczony w którymś z dzienników (być może był to „Dziennik Bałtycki”, ale pamięć nie ta…) dnia 29 stycznia 1997 roku. Autor opisuje w nim okoliczności powstania Stowarzyszenia Miłośników Latarni Morskich oraz stan techniczny ówczesnych latarni morskich Wybrzeża Zachodniego. To wówczas latarnia w Świnoujściu była w tak złym stanie, że na jej szczyt latarnicy mogli wchodzić tylko w celu awaryjnej wymiany żarówki. Przez szereg następnych lat działalność wspomnianego stowarzyszenia doprowadziła do niezwykłej wręcz poprawy stanu technicznego latarni zachodnich, dzięki któremu można było dopuścić ruch turystyczny i na wiele następnych lat zapewniono dobry stan zabytkowych budowli.

I w tym momencie historia niemal zatoczyła koło. Bo jakże inaczej potraktować sprowadzenie latarni w Darłowie tylko do roli światła sektorowego naprowadzającego do wejścia do portu? W tym przypadku tak wielki wysiłek remontu latarni i dostosowania jej zarówno do potrzeb ruchu turystycznego, przy zachowaniu podstawowej funkcji nawigacyjnej został zmarnowany, przez nieodpowiedzialne decyzje budowlane. Czy nasz kraj naprawdę ma zalać beton i asfalt?…

artykul-01

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.