Latarnie morskie w literaturze [2]

Dzisiejszym wpisem powracam do nowego cyklu prezentującego książki o latarniach morskich. Pierwszy odcinek dotyczył publikacji francuskiej, o francuskich latarniach, dziś natomiast przeniesiemy się na nasze, polskie „podwórko”.

Przez niemal cały okres PRL królowała chyba jedyna (nigdy nie trafiłem chociażby na drobny ślad innej) publikacja – „Latarnie morskie polskiego wybrzeża” Mariana Czernera – swoista „biblia” miłośników latarni morskich w Polsce, która doczekała się 3 wydań (ostatnie w 1986 roku). Otwarcie rodzimych latarni morskich na ruch turystyczny po 1989 roku potrzebowało kolejnych publikacji, nastawionych już także na turystów. I tak, w 1998 roku toruńskie Wydawnictwo Adam Marszałek wypuściło książkę pt. „Latarnie morskie na wybrzeżu polskim”. Jej autorami są panowie: Kazimierz Bielicki (geograf, dziennikarz i turysta), Krzysztof Czaplewski (nawigator, oficer Marynarki Wojennej RP) oraz Andrzej H. Warchhold (cybernetyk, oficer Marynarki Wojennej RP). W 1997 odwiedzili polskie latarnie morskie i opisali je w książce.

Być może w 1998 roku publikacja ta odświeżała nieco temat latarni w Polsce, jednak ostatecznie treścią nie wniosła niczego nowego – połowa wskazanych w bibliografii źródeł to opracowania sprzed 1989 roku, w tym – oczywiście – „biblia” Mariana Czernera. Książka panów: Bielickiego, Czaplewskiego i Warchholda wypełniła ówczesną lukę opracowań dla turystów, podając w sposób zwięzły i przystępny informacje o poszczególnych latarniach, wzbogacone o metryczki i szereg zdjęć – niestety, czarno-białych.(poza kolorowymi wkładkami). Zdjęcia są raczej kiepskie jakościowo, ale tak wówczas drukowano książki, a o fotografii cyfrowej nikt jeszcze nie słyszał…

Analizując kwestie treściowe, dziwi mocno fakt pominięcia latarni morskiej w Gdańsku – Nowym Porcie. Owszem, jest wzmianka w treści, ale brak zaznaczenia latarni na mapce i dodania choćby jednego zdjęcia, przy okazji opisu wieży Portu Północnego. Inna sprawa, że nieistniejące latarnie (Krynica Morska, Hel, Kołobrzeg) powinny były doczekać się chociażby jednego zdjęcia (np. reprodukcji starej pocztówki). Ciekawostką są natomiast tabelki na końcu książki, zestawiające polskie latarnie według: daty budowy, wysokości, światła i zasięgu światła. Ujmując jednak tylko część latarni (wówczas i obecnie istniejące) otrzymujemy obraz niepełny. Inna sprawa, że często data budowy mylona jest z datą uruchomienia światła (np. w przypadku Sopotu – podano rok 1977).

Nie zmienia to jednak faktu, że „Latarnie morskie na wybrzeżu polskim” to ciekawostka w, można powiedzieć, przejściowym okresie, między panowaniem książki Czernera a boomem na kolejne opracowania wielu wydawnictw i autorów.

 

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.