15 odcinek cyklu „Toruń w książce” poświęcony będzie zupełnie nowej pozycji, która ukazała się dosłownie kilka tygodni temu nakładem Wydawnictwa Adam Marszałek. „Mój Toruń. Wspomnienia chłopaka z Mokrego” – tak brzmi jej tytuł – to wspomnienia z lat dzieciństwa spisane przez rodowitego torunianina, Mieczysława Wilczewskiego.
To książka zupełnie inna niż dotychczas prezentowane przeze mnie na blogu. Nie jest to bowiem album, ani też przewodnik, choć – tak naprawdę – nosi znamiona tych gatunków. „Mój Toruń” to książka, którą czyta się jednym tchem. I to nie tylko ze względu na bardzo przystępny, plastyczny wręcz język, ale także (a może przede wszystkim) ze względu na czas i miejsce, których dotyczą wspomnienia. Autor, jak podaje notka biograficzna, urodził się w Grodzie Kopernika w 1950 roku; opisując lata swojej młodości przywołuje więc czas między 1950 a 1968 rokiem, kiedy to osiągnął pełnoletniość i opuścił miasto. Co ważne, opisał wspomnienia dotyczące jego i jego rodziny, ale w kontekście Torunia, przywołując swój dom rodzinny, szkołę, miejsca zabaw, spacerów. Możemy więc dowiedzieć się zarówno o zwyczajach pana Mieczysława i jego familii (zabawy, spacery, codzienne domowe czynności, zwyczaje świąteczne), ale nie zawieszonych gdzieś w przestrzeni, lecz umiejscowionych w Toruniu – głównie na Mokrem, w domu z muru pruskiego, ale także w wielu innych miejscach miasta, tak bardzo innego niż dzisiejsze.
Dla tych, którzy pamiętają Toruń lat 50. i 60. – nie tylko ten związany ściśle z centrum – książka będzie przywołaniem wielu wspomnień: Autor przytacza przeróżne miejsca związane z życiem codziennym – sklepy, zakłady rzemieślnicze, obiekty sportowe, kina, z których do dziś nie zachowało się wiele. Mamy więc obraz wspomnień dotyczących pana Mieczysława oraz Torunia, w wielu wymiarach. Ale nie tylko, bo wiele z ówczesnych problemów, zachowań, sytuacji (np. kolejki w sklepach) było typowych dla tamtych trudnych czasów.
„Mój Toruń. Wspomnienia chłopaka z Mokrego” jest więc książką wielowymiarową, pozwalającą przenieść się w czasie do lat, kiedy wśród dzieci królowały zabawy na świeżym powietrzu, a nie komputery, czy telewizor; do lat, w których Polacy musieli sobie radzić z trudną nierzadko sytuacja materialną. A wszystko to wśród domów z muru pruskiego, ulic nawet nieutwardzonych, po których rzadko przejechał samochód.










